Cyfrowy bliźniak - co to jest i dlaczego zmienia przemysł?

13 Sierpień 2026

Robot uderzył w paletę, na której znajdowały się produkty, a później zatrzymał się z impetem na ogrodzeniu. Do tego bufor na przenośniku wypełnił się znacznie szybciej niż zakładano, a czas cyklu okazał się znacznie dłuższy od obliczonego wcześniej. Brzmi jak wyjątkowo nieudany dzień przy uruchomieniu nowego stanowiska.

…ale czy na pewno? Okazuje się, że linia produkcyjna będąca obszarem wszystkich powyższych problemów jeszcze nie powstała – istnieje tylko jej cyfrowe odwzorowanie. Wciąż można zmienić tutaj parametry, przetestować program robota, sprawdzić przepływ produktów na taśmie, a nawet zasymulować awarię. Wszystko to bez kosztów eksploatacyjnych, zatrzymywania prawdziwego zakładu oraz narażania ludzi i maszyn.

Czym właściwie jest „cyfrowy bliźniak”?

Najprościej mówiąc, cyfrowy bliźniak (ang. digital twin) jest cyfrowym odwzorowaniem rzeczywistego obiektu. To jednak dość szeroka definicja, bo np. model CAD również może być cyfrowym odwzorowaniem maszyny, a SCADA – wizualizacją aktualnych stanów systemu.

Cyfrowego bliźniaka od prostego modelu odróżnia to, że korzysta z informacji opisujących rzeczywisty proces, reaguje na zmieniające się warunki otoczenia, a także pozwala symulować różne scenariusze, błędy i określone awarie. Dzięki temu możemy przewidywać, jak całość może zachować się w określonych warunkach.

Model 3D jest w tym przypadku bardzo pomocny, ale zdecydowanie ważniejsze jest sprawdzenie, w jaki sposób maszyna reaguje na sygnały wejściowe i czy model prawidłowo odwzorowuje zależności występujące w całym procesie.

Maszyna nie pracuje jednak sama

Wyobraźmy sobie stanowisko do automatycznej paletyzacji – możemy bardzo dokładnie odwzorować robota, jego kinematykę, chwytak oraz wykonywane trajektorie. Sprawdzamy czas cyklu i wszystko się zgadza.

Czy to oznacza, że wiemy już, jak wydajne będzie całe stanowisko? Niekoniecznie. Robot musi poczekać na produkt, ten z kolei musi przekroczyć linię czujnika i zostać doprowadzony przez przenośnik. Gdzieś ten produkt należy odłożyć, więc przydałaby się jeszcze paleta. Każdy z tych punktów może być wąskim gardłem i wpłynąć na wydajność całego procesu.

Dlatego przy tworzeniu cyfrowego bliźniaka bardzo ważne jest odwzorowanie otoczenia badanego obiektu. Nie oznacza to oczywiście, że dla jednego robota musimy od razu modelować cały zakład produkcyjny – zakres symulacji powinien odpowiadać temu, co chcemy sprawdzić.

Do sprawdzenia kolizyjności w obrębie trajektorii wystarczy geometria stanowiska. Jeżeli chcemy sprawdzić wydajność, konieczne będzie uwzględnienie przepływu produktów, buforów i czasu pracy urządzeń współpracujących.

Natomiast jeśli chcemy testować sterowanie, potrzebujemy również odpowiedniego odwzorowania czujników, napędów, sygnałów oraz reakcji urządzeń.

W praktyce cyfrowy bliźniak często nie odwzorowuje więc jednej maszyny, ale taki fragment jej otoczenia, jaki jest potrzebny do przeprowadzenia konkretnej analizy.

Od modelu do symulacji

Uporządkujmy sobie zatem najważniejsze pojęcia, które często są błędnie stosowane zamiennie.

Cyfrowy model może po prostu przedstawiać obiekt. Symulacja pozwala dodatkowo sprawdzić jego zachowanie w określonych warunkach. Cyfrowy cień jest powiązany z rzeczywistym obiektem i aktualizowany na podstawie danych pochodzących z procesu.

Cyfrowy bliźniak może wykorzystywać te informacje do odwzorowania aktualnego zachowania obiektu, analizowania różnych scenariuszy i wspierania decyzji dotyczących rzeczywistego procesu.

Różnica między tymi pojęciami nie dotyczy więc wyłącznie samego modelu. Równie ważne jest to, jak i w jakim kierunku wymieniane są dane. Czy człowiek musi ręcznie przenosić informacje? Czy rzeczywista maszyna automatycznie aktualizuje swój cyfrowy odpowiednik? A może wymiana działa w obie strony i model może również wpływać na proces?

Przy wybieraniu odpowiedniego rozwiązania najważniejsze jest pytanie: „Co właściwie chcemy dzięki niemu sprawdzić?”

Cyfrowy bliźniak a sterowanie

Jeżeli chcemy wykorzystać cyfrowego bliźniaka nie tylko do analizy geometrii czy przepływu produktów, ale również do testowania sterowania, model musi odpowiednio reagować na sygnały tak, jak zrobiłaby to rzeczywista maszyna. Sterownik uruchamia przenośnik, produkt zaczyna się przemieszczać, po określonym czasie zostaje wykryty przez czujnik, a odpowiednia informacja wraca do PLC. Program może wtedy przejść do kolejnego kroku sekwencji.

W ten sposób możemy również sprawdzić sytuacje, które podczas standardowych testów łatwo przeoczyć: brak produktu, zatrzymanie napędu, nieprawidłowy sygnał z czujnika lub brak potwierdzenia wykonania operacji. Tego typu testy są szczególnie przydatne podczas wirtualnego uruchomienia (Virtual Commissioning), czyli jeszcze zanim kompletna maszyna lub linia zostanie fizycznie zbudowana.

Rysunek 1 Zrzut ekranu z symulacji stanowiska przygotowanego dla jednego z klientów Raion Automatyka

W praktyce pozwala to znaleźć część błędów wcześniej, kiedy ich poprawienie wymaga zmiany programu lub modelu, a nie ingerencji w gotowe stanowisko.

Czas na optymalizację – zapytaj o dedykowane rozwiązania!

Skontaktuj się z nami, a nasi specjaliści przygotują spersonalizowaną ofertę, która zoptymalizuje Twoją produkcję i obniży koszty.

Zapytaj o ofertę
Robot przemysłowy

Testy z prawdziwym sterownikiem, czyli sprzęt w pętli

Możemy pójść jeszcze o krok dalej i wykorzystać podejście Hardware-in-the-Loop (HIL) – w takim przypadku część układu jest rzeczywista, a jej otoczenie pozostaje symulowane. Przykładowo fizyczny sterownik PLC z docelowym programem może zostać połączony z cyfrowym modelem maszyny zamiast z prawdziwymi czujnikami, napędami i elementami wykonawczymi.

Sterownik wysyła wtedy rzeczywiste polecenia, natomiast model odpowiada tak, jak powinien odpowiedzieć fizyczny proces. Możemy zasymulować pojawienie się produktu, osiągnięcie pozycji przez napęd, zadziałanie czujnika albo wręcz przeciwnie – celowo wywołać awarię i sprawdzić reakcję programu.

Jednym z przykładów narzędzi wykorzystywanych przy budowie takich stanowisk jest NI VeriStand, pozwalający łączyć modele symulacyjne z rzeczywistymi sygnałami I/O i wykonywać testy w czasie rzeczywistym. Pozwala to wielokrotnie odtwarzać te same scenariusze oraz wywoływać warunki, których testowanie na rzeczywistej maszynie byłoby trudne, kosztowne lub ryzykowne.

Hardware-in-the-Loop nie jest oczywiście obowiązkowym elementem cyfrowego bliźniaka. Dobrze pokazuje jednak, że jego wartość nie musi wynikać z samej wizualizacji. Model może stać się aktywnym środowiskiem testowym dla rzeczywistych elementów automatyki.

Rysunek 2 Oprogramowanie Veristand wraz z modułem PXI od National Instruments

Cyfrowy bliźniak nie musi kończyć życia po uruchomieniu maszyny

Na etapie projektowania cyfrowy bliźniak korzysta głównie z założeń projektowych i modeli symulacyjnych. Po uruchomieniu prawdziwego stanowiska pojawia się jednak zupełnie nowe źródło informacji – rzeczywiste dane produkcyjne.

Możemy porównać zakładany czas cyklu z rzeczywistym, analizować przestoje, alarmy, stany urządzeń, zużycie energii czy dane jakościowe. Jeżeli model jest aktualizowany na podstawie tych informacji, zaczyna odwzorowywać nie tylko to, jak maszyna miała działać, ale również to, jak zachowuje się w praktyce.

To ważne również dlatego, że rzeczywista produkcja cały czas się zmienia. Pojawiają się nowe produkty, zmieniane są parametry, program PLC jest rozwijany, a urządzenia podlegają modernizacjom. Jeżeli cyfrowy bliźniak ma pozostawać użyteczny, powinien rozwijać się razem z odwzorowywanym procesem.

Model wykorzystany wcześniej podczas projektowania może później służyć zatem np. do sprawdzenia nowego wariantu produktu, zmiany wydajności, przebudowy fragmentu linii czy analizy potencjalnego wąskiego gardła – zanim podobną zmianę wprowadzimy na rzeczywistej produkcji.

Co dalej? Cyfrowy bliźniak i AI

W tym miejscu coraz częściej pojawia się również sztuczna inteligencja. Dostęp do danych historycznych i bieżących pozwala wykrywać zależności, przewidywać określone zachowania procesu czy wskazywać potencjalne anomalie.

Nie musi przy tym chodzić o autonomiczne podejmowanie decyzji. W praktyce AI może np. zaproponować zmianę parametrów procesu, której skutki najpierw sprawdzimy na cyfrowym modelu. Zamiast od razu zmieniać rzeczywisty proces, możemy wcześniej zweryfikować, jak wpłynie to np. na wydajność, jakość albo zachowanie pozostałych urządzeń.

Cyfrowy bliźniak staje się wtedy czymś więcej niż narzędziem do odpowiadania na pytanie: „co stanie się, jeżeli zmienimy ten parametr?”. Może również pomagać znaleźć odpowiedź na pytanie: „który parametr właściwie warto zmienić?”

Po co nam więc cyfrowy bliźniak?

Wszystko sprowadza się do możliwości bezpiecznego sprawdzania scenariuszy, których testowanie na rzeczywistym procesie byłoby kosztowne, czasochłonne lub ryzykowne.

Co stanie się, jeżeli zwiększymy wydajność linii? Czy obecny bufor nadal wystarczy? Jak na cały proces wpłynie zatrzymanie jednej maszyny? Czy nowy wariant produktu będzie możliwy do obsłużenia bez przebudowy stanowiska?

Odpowiedź na każde z tych pytań można oczywiście znaleźć również podczas pracy rzeczywistej linii – problem w tym, że taki eksperyment może oznaczać przestój, zużycie materiału, powstanie odpadu albo zaangażowanie operatorów i utrzymania ruchu. Cyfrowy bliźniak daje możliwość wykonania przynajmniej części tych prób wcześniej.

Nie zawsze jednak potrzebujemy przy tym kompletnego modelu całej fabryki. Czasem wystarczy odwzorować ten fragment rzeczywistości, który ma znaczenie dla analizowanego problemu. Największa wartość cyfrowego bliźniaka nie wynika z tego, jak efektownie wygląda cyfrowa fabryka na ekranie, ale z tego, jak użytecznie odwzorowuje zachowanie rzeczywistego procesu.

Autor: Paweł Lewandowski

Wróć